Muszę przyznać, że z wielką przyjemnością przyjęłam zaproszenie Państwowego Muzeum Etnograficznego do zaprojektowania instalacji inspirowanej sztuką ludową. Jeszcze bardziej zaświeciły mi się oczy, gdy dowiedziałam się, że czeka mnie wycieczka do przepastnych archiwów dostępnych tylko dla wybranych. Długo zastanawiałam się co kryje się w tych podziemiach. I nie zawiodłam się. Otwierając drzwi kolejnych sal, czułam się jakbym wkraczała do dobrze znanego mi świata z dzieciństwa. Przypomniały mi się wyjazdy na wieś, mijane po drodze wsie, odpusty.
Katakumby Muzeum (bo tak je roboczo nazwałam ;) to prawdziwa otchłań. Otchłań, która mnie wciągnęła. Widziałam trzy Mony Lisy, kwieciste ogrody, drewniane ptaki różnej maści, kompter do dobrych uczynków, sceny wojenne z czołgami, ale też kolorowe opłatki dla zwierząt, kwiaty zrobione z bibuły, czy ślubne czepce z pozwijanych wstążek. Na półkach skatalogowane stoją zabawki z odpustów, ozdoby świąteczne, gobeliny, stroje regionalne, wycinanki czy butelka po weselnej wódce. Jest tego dużo mili Państwo. Szczegółną jednak uwagę przykuły bliskie mojemu sercu scenki leśne, które wypatrzyłam na makatkach. Urzekły mnie dość naiwne, acz niepozbawione wdzięku i uroku postacie jeleni i sarenek. W ściółce co wprawne oko może niekiedy wypatrzeć muchomora i małą zwierzynę. To motywy powtarzające się na kolejnych makatkach. Dysponując takim kontekstem zdecydowałam się na wywołanie tych duchów i przygotowanie trójwymiarowej scenki rodem z leśnych makatek. Nie mogłabym także pozostać obojętną na urok kwiatów wytwarzanych z bibuły, które napotykałam odkrywając wieczka kolejnych pudeł.
Powstała zatem instalacja odwołująca się do tradycji, ale z domieszką współczesności. Zależało mi, by w jak największycm stopniu zachować naiwność leśnych bohaterów, kompozycję oraz połączyć tradycyjną sztukę tworzenia kwiatów z bibuły, ale urozmaicić je ksztą współczesności.
Mam nadzieję, mali bohaterowie będą cieszyć oko Gości i Pracowników Muzeum.